sobota, 16 grudnia 2017

Kim jestem i dlaczego powstał ten blog?

Kim jestem  i dlaczego powstał ten blog?
Może powinnam od tego zaczęć, w końcu warto abyście wiedzieli komu poświęcacie swój cenny czas.  Od dłuższego czasu zbierałam się do napisania kilku słów. 


Od zawsze lubiłam pisać, nie jest też to mój pierwszy blog, natomiast jest który prowadzę regularnie. Moim planem na przyszłość jest zostać dziennikarzem. Z resztą jak przeglądaliście moje starsze posty, to wiecie, że już zdarza mi się gdzieś pisać. Zmotywował mnie do założenia bloga mój chłopak, miała być to pozytywna odpowiedź na jesienną chandrę i spadek nastroju. Coś co mnie naładuje pozytywną energią. Dzięki blogowaniu też w jakiś sposób uczę się panować nad chaosem w mojej głowie oraz pewnej systematyczności. Czy to coś daje? Wydaje mi się, że tak. 
Im więcej piszę też przychodzi mi to z większą łatwością. Niestety jestem cholernym dyslektykiem i nie widzę, np. że zjadłam jakąś literę, albo wpisałam inną. Mimo wszystko staram się poprawiać błędy. Posiadanie dysleksji przy czytaniu książek, jest zdecydowanym plusem bo mój mózg widzi całe słowa i dzięki temu idzie mi to zdecydowanie szybciej, ale przy takim postrzeganiu poprawienie literówki staje się niestety problemem.  

Więc co by nie było bardzo chaotycznie kilka faktów o mnie. 

  1. Moja playlista raczej jest dosyć inna, ponieważ dominuje tam polski punk, rock z lat 80-tych, resztą ogólnie uwielbiam lata 80-te  w muzyce, natomiast tego co leci obecnie w radiu po prostu nie znam. 
  2. Uwielbiam zbierać czterolistne koniczyny to dla mnie taki dziwny znak, że będzie dobrze, że stanie się coś pozytywnego,  że szczęście jest gdzieś w pobliżu. 
  3. Jestem ogromną fanką Marylin Monroe, fascynuje mnie jest postać. Uwielbiam ją oglądać na ekranie. Była piękna i wbrew pozorom bardzo inteligentna. 
  4. Jestem cholernie sentymentalna i lubię zbierać rzeczy, które wywołują u mnie pozytywne wspomnienia, dlatego też mam dosyć duże archiwum zdjęć, które często wywołuję. 
  5. Na co dzień zwykle się nie maluję, i często zdarza mi się tak wyjść z domu, ale nie umiem zrezygnować z kolorowych końcówek.
  6. Praktycznie nie oglądam Telewizji, obecnie nie oglądam nawet seriali online ale za to na TVN player obejrzałam wszystkie serie kuchennych rewolucji. 
  7. Jestem fanką musicali  od momentu kiedy zobaczyłam na żywo "Romeo i Julię" Józefowicza
  8. Często za bardzo się przejmuję różnymi rzeczami. 
  9. Jestem zakochana w Paryżu, uwielbiam klimat takiej bohemy artystycznej
  10. Byłam jedyną osobą w grupie z szansą na stypendium, ale dziennikarstwo zakończyłam po pierwszym semestrze ponieważ prowadząca ćwiczenia nie chciała mi dać wpisu, mimo wystawionej oceny. 
  11.  Nie lubię jesieni, to okres kiedy problemy zwyczajnie mnie przytłaczają, a ja najchętniej zakopałabym się w łóżku. 
  12. Uwielbiam koty. 
  13. Mam szerokie spektrum zainteresowań i lubię się uczyć. 
  14. Lubię przerabiać ciuchy, albo robić jakieś DIY
  15. Najczęściej chodzę w trampkach. 
  16. Panicznie boję się latać samolotami
  17. Zawsze lubiłam polski, historię, wos i plastykę. Z resztą zawsze miałam szczęście do fajnych nauczycieli. 
  18. Czasem biorę za dużo na siebie, ponieważ myślę, że dam radę. 
  19. Moje życie składa się z niecodziennych przypadków, które często są wręcz nieprawdopodobne. 
  20. Interesuję się ezoteyryką, ale też psychologią, marketingiem, gotowaniem, lubię co nieco wiedzieć o muzyce której słucham, podobają mi się stare amerykańskie samochody. Z resztą spektrum moich zainteresowań jest dosyć szerokie jak pisałam tutaj.




piątek, 8 grudnia 2017

Związek to nie ring, czyli czy naprawdę mężczyźni kochają zołzy?

Związek to nie ring, czyli czy naprawdę mężczyźni kochają zołzy?
Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy staramy się być "zołzą" żeby zdobyć fajnego faceta, tylko po co? Po pewnym czasie jednak przestaje się udawać i wychodzi na jaw prawdziwy charakter i co wtedy? Czy bycie dobrą dziewczyną, która gotuje obiad sprawi, że facet nie będzie Cię szanować. Nie sądzę. Po prostu przestań oglądać się na dupków i poznaj faceta, któremu się "chce". 


Coraz częściej widzę, że wśród innych dziewczyn panuje przekonanie, że muszą być "zołzą", żeby mieć fajnego faceta. Związek to jakaś masakryczna gra pozorów i ta strona, w której kto się stara ten przegrywa. Sorry, ale dla mnie związek to nie ring, tylko sztuka kompromisów. Jeśli się tak nie uważasz to może znaczyć, że albo nie dorosłaś do związku albo lubisz toksyczne relacje. Nie wiem co gorsze.

Wiadomo, nie powinno się narzucać facetowi, ale dlaczego nie można być po prostu miłą? Życie nie jest przecież tylko czarne albo białe. Jest cała masa kolorów pomiędzy. Księżniczce nie spada z głowy korona gdy ugotuje obiad facetowi.Gdy słyszę tekst, że miłe dziewczyny są nudne i przewidywalne, to po prostu mam zajebisty dysonans do tego jaka jestem, jak wygląda moje życie oraz mój związek. Pewnie gdybym wzięła sobie do serca rady zawarte w tej lekturze byłabym obecnie singlem, bądź mój związek wisiał by na włosku.

Z obserwacji dziewczyn, które zaczęły wyznawać tę filozofię większość była najpierw typem "bluszcza" by zrobić obrót o 180 stopni. Następnie trafiały na maminsynków, którzy pod pantoflem "zołzy" znajdywali swój bezpieczny przyczułek. Jedyne co można o nich powiedzieć, to to, że są. Zwykle tym kobietom po jakimś czasie zaczynało brakować czegoś, ale z drugiej strony fajnie mieć tresowanego pekińczyka. Fajni faceci wolą natomiast ciepłe kobiety, a nie kogoś kto ich będzie tresować.

Odwróćmy sytuację, dlaczego zamiast rozejrzeć się za facetami, którym się "chce" wybierają melepetę, która siedzi całymi dniami w domu i gra na komputerze czy ogląda seriale, czy też "niegrzecznego chłopaka" z pod bloku, który pilnuje ławki i buja się po "dzielni". To zdecydowanie nie są typy facetów z którymi da się stworzyć normalną relację. Tak samo jak żaden żonaty facet nie rozwiedzie się dla Ciebie. Zapomnij. Ludzie z natury się nie zmieniają.

Dlatego uważam, że gdy jesteś po prostu miła, a facet Cię olewa, to znak, że nie jest dla Ciebie. Przy okazji polecam książkę "Nie zależy mu na Tobie" Grega Behrendta oraz Liz Tuccillo, twórców serialu "Seks w Wielkim Mieście". Dlaczego? Bo dzięki niej można zrozumieć, że zamiast marnować czas na reanimacje związku, który jest już trupem warto poszukać kogoś wartościowego. Kogoś kto potrafi Cię zaskakiwać, rozpieszczać oraz o Tobie myśli. Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć kogoś takiego, gdy Ty też masz coś do powiedzenia, masz ciekawe pasje oraz w Twoim życiu nie wieje nuda. Jeśli natomiast uważasz, że ciekawy facet ma być lekarstwem na nudę w Twoim życiu, to sobie odpuść. Interesujący facet szuka interesującej kobiety. Właśnie nie wrednej, nie oziębłej, tylko interesującej.

Wiadomo, że z po jakimś czasie nie ma już motyli w brzuchu, ale o związek należy dbać cały czas, a jak można to robić będąc "zołzą"?

sobota, 2 grudnia 2017

W pogoni za marzeniami, czyli lista 100 wyzwań na Nowy Rok

W pogoni za marzeniami, czyli lista 100 wyzwań na Nowy Rok
Rok 2017 był niezwykle ciekawy. Działo się dużo i wiele naszych planów udało się nam zrealizować. To nie znaczy, że to już koniec. To motywacja żeby podjąć kolejne wyzwania i postawić sobie nowe cele. Dlatego też pojawił się też nowy pomysł. 


Z racji tego, że jesień trochę mnie zdmuchnęła, i przytłoczyła dekadenckim i melancholijnym nastrojem, dostałam od Tomka zadanie stworzyć listę 100 marzeń.
Gdy już powstała, postanowiliśmy razem z Tomkiem postawić sobie ambitne plan realizacji ich w jeden rok. To będzie lista składająca się z błahych rzeczy ale też większych wyzwań. Jest też pewnego rodzaju eksperyment na ile uda nam się zrealizować nasz ambitny plan. Średnio na jedno wyzwanie będzie przypadało 3,5 dnia. Jest to dosyć ciekawe wyzwanie, ale przecież marzenia są po to by je realizować ;) Oficjalny start listy to 1 stycznia 2018 r. Ma być to też spora dawka pozytywnej energii oraz motywacji dla mnie. Wydaje mi się, że w jakimś stopniu realizując marzenia odkryję siebie, jak również czegoś ciekawego się o sobie dowiem. Jak wyjdzie, zobaczymy. Mam nadzieję, że dzięki temu też wypracuje w sobie kilka cech, które bardzo by mi się przydały i uwierzę w swoje możliwości.

A oto nasza lista : 

  1. Zacznę prowadzić duży dziennik i wszystko będę spisywać aby o niczym nie zapomnieć 
  2. Strzelnica
  3. Wizyta w barze sushi 
  4. Zaliczenie kolacji w przynajmniej trzech restauracjach w których były kuchenne rewolucje
  5. Twierdza Szyfrów 
  6. Rozgrywka paintballa 
  7. Wycieczka do Paryża na stopa
  8. Wizyta w muzeum Impresjonistów i Salwadora Dali 
  9. Śniadanie nad Loarą  
  10. Wyścigi w gokartach 
  11. Zrobienie prawa jazdy 
  12. Zrobienie materiału dla ogólnopolskich mediów 
  13. Udział w teledysku fajnej kapeli - np, Sexbomba
  14. Zrobienie sobie w tym samym czasie tatuażu. 
  15. Wycieczka stopem przez Europe. 
  16. Zaliczyć off road 
  17. Odwiedzić zlot amerykańskich samochodów
  18. Wziąć udział w wyborach miss pin up na liberatorze
  19. Stworzenie od podstaw masła
  20. Zakiszenie ogóra
  21. Zrobienie tortu 
  22. Upieczenie szarlotki 
  23. Zrobienie muralu na ścianie w korytarzu 
  24. Udział w biegu ulicznym
  25. Przejechanie się pontiacem firebirdem <3
  26. Rozgrywka airsofta 
  27. Udział w dużym zlocie aut klasycznych 
  28. Zaliczenie punkrockowej trasy koncertowej
  29. Iść na kino plenerowe 
  30. Zagrać jakiś kawałek na gitarze (poprawnie) 
  31. Pójść na karaoke i zaśpiewać 
  32. Zebrać jakieś fajne fanty na WOŚP'a
  33. Zrobienie grafitti na murze 
  34. Tunel aerodynamiczny
  35. Iść imprezę przebieraną
  36. Kupić fają kolorową perukę 
  37. Stworzenie kilku punkowych ciuchów (przerobienie)
  38. Wybrać się na ściankę wspinaczkową 
  39. Polecieć nad ocean 
  40. Zrobienie steka 
  41. Znalezienie 7 czterolistnych listnych koniczyn w ciągu jednego dnia 
  42. Wycieczka do Zakopanego 
  43. Wycieczka do Krakowa 
  44. Wycieczka Wrocławiu 
  45. Wyjazd nad Morze
  46. Kolacja w Ciemności 
  47. Regularnie prowadzić bloga 
  48. Nauczyć się utrzymywać porządek 
  49. Czytać przynajmniej jedną książkę w miesiącu. 
  50. Schudnę do wagi 50 kg 
  51. Nauczę się systematyczności i pokonam swój "słomiany zapał" 
  52. Przeprowadzenie wywiadu z Liroyem 
  53. Nauczyć się tańczyć na rurze or bardziej kulturalnie trenować poll dance 
  54. Nauczyć się oszczędzać
  55. Zrobić wywiad z Magdą Gessler 
  56. Przygotować i uwędzić własną szynkę samodzielnie 
  57. Złowić rybę
  58. Zrobić oryginalnego hamburgera 
  59. Rzucić palenie
  60. Przygotować ośmiornicę
  61. Spróbować przepisów kuchni starosłowiańskie
  62. Iść na cosplay 
  63. Spróbować kuglarstwa
  64. Zrobić czekoladki z brokułów na Halloween i dawać je dzieciom 
  65. Odwiedzić park linowy
  66. Robić sobie codziennie zdjęcie
  67. Zarobić 100 pln na puszczaniu baniek mydlanych
  68. Nauczyć się pływać
  69. Przygotować homara
  70. Nauczyć się w końcu jeździć na rowerze 
  71. Odwiedzić Czarnobyl 
  72. Udział w Równonocy
  73. Przejechać się na koniu 
  74. Iść do tajskiej knajpy 
  75. Namiot nad jeziorem
  76. Zrobienie sera
  77. Pojechanie na mistrzostwa świata do Rosji
  78. Zrobienie absyntu
  79. Zwiedzić pięć zamków 
  80. Pojechać na Ślężę 
  81. Odwiedzić kamienne kręgi na Kaszubach
  82. Rejs promem 
  83. Zaliczyć dzień w Energilandi 
  84. Pojechać na Woodstock
  85. Zobaczyć siebie w telewizji
  86. Odwiedzić Pustynie Błędowską
  87. Opublikować swoją radosną twórczość w postaci e-booka
  88. Wystąpić w programie 
  89. Nauczyć się jeździć na łyżwach 
  90. Ulepić bałwana 
  91. Zasadzić drzewo 
  92. Zrobić pasztet 
  93. Zbierać grzyby 
  94. Pojeździć na sztucznym byku 
  95. Zatańczyć na barze
  96. Rozpieszczać Kota
  97. Zrobić niespodziankę Kotu
  98. Zdobyć górę 
  99. Swaćba czyli słowiański ślub 
  100. Odwiedzić opuszczone miejsca i wycieczka szlakiem miejskich legend

sobota, 25 listopada 2017

Pół Wieku Poezji Później, czyli czy łatwo jest zrealizować samodzielnie film?

Pół Wieku Poezji Później, czyli czy łatwo jest zrealizować samodzielnie film?
O branży filmowej w Polsce często się mówi jako o zamkniętym środowisku, do którego ciężko się przebić. Dzisiaj mam przyjemność przedstawić ekipę filmu "Pół Wieku Poezji Później", która udowadnia, że jednak chcieć to móc. 

Jak już wcześniej pisałam miałam przyjemność spędzić kilka dni na planie filmowym fanowskiego projektu Wiedźmina. Przekonałam się na własne oczy, że ta branża nie jest wcale taka lekka, łatwa i przyjemna jak to mogło by się wydawać po drugiej stronie ekranu. Praca na planie zaczynała się bladym świtem, a zdjęcia często trwały do samej nocy. Warto pamiętać, że jest to projekt non-profit,
a w obsadzie można znaleźć takie nazwiska jak Zbigniew Zamachowski w roli Jaskra, Mariusz Drężek, jako Lambert, Magdalena Różańska jako Triss Merigold, czy też Andrzej Strzelecki w roli sołtysa. Pojawia się też wielu młodych i zdolnych jak Marcin Bubułka, Kamila Kamińska, Maria Sobocińska, Bartosz Wesołowski, czy też Marcjanna Lelek. Po pierwsze bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie atmosfera na planie, oraz to, że aktorzy okazali się bardzo fajnymi ludźmi, ponieważ większość z nich miałam przyjemność poznać osobiście.

Jak do tej pory zdjęcia były realizowane w Warowni Wikingów Jomsborg w Warszawie, Skansenie w Kuligowie czy ruinach Pałacu Łubieńskich w Okuniewie. W najbliższym czasie natomiast są planowane zdjęcia w piwnicach twierdzy Modlin. Miejsca te są niesamowicie klimatyczne, jednak należy pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach, o które dba scenografia. Wszystko na pozór układa się idealnie, ale czy aby na pewno to taka sielanka? Budżet tego filmu wynosi zaledwie 50-70 tys. gdzie dla porównania film z Marka Brodzki z 2001 roku miał 18 820 000 zł. Spore wyzwanie to wypożyczenie sprzętu za darmo, bądź wynajem lokacji. Niestety nie da się jednak uniknąć kosztów związanych z transportem bądź wyżywieniem ekipy, ze względu, iż dzień zdjęciowy trwa po kilkanaście godzin.

Postanowiłam, również przeprowadzić rozmowę z Brunonem Hawrylukiem scenarzystą oraz II kierownikiem produkcji jak to wygląda w praktyce.


1. Czy łatwo jest zrealizować taki projekt?
Na pewno nie. Niełatwo jest na to odpowiedzieć, bo realizacja cały czas trwa, od dwóch lat. Właśnie ogłosiliśmy, że premiera filmu zostaje przełożona o pół roku. Więc trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Produkcja niezależnego, fanowskiego filmu wymaga od twórców też ogromnego wysiłku, chęci i wiary w siebie. Oraz zdolności organizacji czasu. Wszyscy w naszej ekipie robią ten film niezarobkowo, czysto hobbystycznie, dla funu. Po prostu chcemy zobaczyć fajny film w świecie Wiedźmina i chcemy mieć w tym swój udział, bo czujemy, że możemy zostawić tam jakąś wartość. Ale wszyscy też mamy codzienne zajęcia, pracę, szkoły, rodziny. Nie możemy sobie zaplanować, że zrealizujemy jakieś zdjęcia w miesiąc i będziemy mogli iść dalej. Wystarczy, że któryś z ważnych członków ekipy powie, że w danym terminie jest za granicą, albo okaże się, że aktor ma próby, czy premierę w teatrze, albo dostał lukratywną rolę w filmie, czy serialu. Wówczas musimy uzbrajać się w cierpliwość i liczyć na to, że uda się zgrać następnym razem. Nie jest łatwo więc głównie ze względu na finanse - bo gdybyśmy tym ludziom mogli zapłacić, nie mielibyśmy problemu z "kupieniem" ich czasu.


2.Skąd wziął się pomysł?
Pomysł na nasz film o wiedźminie wyszedł przede wszystkim z fascynacji światem i prozą tworzoną przez Andrzeja Sapkowskiego. Swoją dużą cegiełkę dołożyły również gry wideo. Pomysł wyszedł przede wszystkim od młodych filmowców i fanów literatury fantastycznej, więc można uznać, że powód był wręcz banalny - robimy filmy, kochamy fantastykę i uniwersum Sapkowskiego. Dlaczego by więc nie nakręcić o tym filmu? Nie mamy wielkich pieniędzy na kupno praw, ale co stoi na przeszkodzie? Przecież my nie jesteśmy biznesmenami, nie zależy nam na kasie, chcemy po prostu zrobić dobry, fanowski film o wiedźminie. Bo takiego jeszcze nie ma. Przypomnę tutaj, że pomysł na nasz film narodził się, zanim Platige Image ogłosiło, że zekranizuje Wiedźmina. Czyli nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że ktoś, kto zna się na robocie, w ogóle chciałby wejść w ten świat, tak jak my, i zrobić to bardzo dobrze, dla fanów z całego świata.


3. Co było/jest najtrudniejsze do zrealizowania?
Wypowiem się tu z perspektywy osoby z pionu produkcji, bo samo pisanie scenariusza, to była sama przyjemność i z chęcią napisałbym z kolegami ich jeszcze więcej. Wydaje mi się, że trochę odpowiedziałem na to przy pierwszym pytaniu. Przede wszystkim najtrudniej jest zebrać pieniądze na taki film. W naszym kraju to bardzo długa i kręta droga, crowdfunding u nas ma się coraz lepiej, ale jeszcze nie na tyle dobrze, żeby móc z zebranych tam środków realizować duże produkcje. W momencie, kiedy mamy do dyspozycji kilkadziesiąt tysięcy złotych i wiemy, że chcemy nakręcić film na przynajmniej pół godziny (a najchętniej na godzinę) i jeszcze jest to film z natury kosztowny, bo przygodowo-fantastyczny - bardzo łatwo można zwątpić i się poddać. Tyle, ile kosztuje nakręcenie takiego filmu jak nasz, kinowej, pełnometrażowej fabule wystarczyłoby na może jeden dzień zdjęciowy. Czyli wychodzi na to, że najtrudniejszy jest sam okres przygotowawczy - kiedy rozpoczyna się etap bezpośrednio przed zdjęciami, a więc wynajdywanie statystów, epizodystów, kończenie elementów scenografii i dopinanie harmonogramów pracy - jest już znacznie lepiej. Wówczas przeważnie twórcy mają już pomysł na to, jak co ma być zrobione i pozostaje tylko wyklarowanie wizji i późniejsza próba jak najwierniejszego odwzorowania jej na planie w czasie zdjęć. Z kolei, kiedy filmowiec ma tylko pomysł, a nie ma kasy, lokacji, ekipy i to ciągnie się miesiącami... bywa to bardzo dołujące.


4. Co było największym Waszym sukcesem do tej pory?
Największym sukcesem jest chyba to, że cały czas to robimy. Co prawda, przez te lata pracy nad tym projektem, przewinęło się u nas dużo osób, część musiała zrezygnować z różnych powodów, części zabrakło cierpliwości - jednak główni twórcy cały czas ciągną ten projekt. Nieczęsto zdarza się, że ludzie potrafią robić coś z czystej pasji, a patrząc po sobie, ekipie i obsadzie, widzę, że to cały czas nas wszystkich łączy. Tak nam wszystkim zależy na tym, żeby ten film wyszedł jak najlepiej i spodobał się fanom, że niekiedy wręcz dochodzi do wielkich kłótni - nie zliczę już, ile razy członkowie ekipy się na siebie obrażali z różnych powodów, później oczywiście się godzili, często uznawszy, że oboje mają rację, oboje strzelają do tej samej bramki. Ja sam już kilka razy chciałem odejść, ale zawsze zostawałem. Sam nie wiem, dlaczego :)

Inną rzeczą, którą uważam za duży sukces do tej pory, jest to, że udało nam się zebrać społeczność fanów, którzy nieustannie nam kibicują - wielu z nich jeździ na nasze spotkania na konwentach i festiwalach, wypatruje każdego najświeższego newsa dotyczącego filmu, część z nich bierze także u nas udział na planie jako statyści albo wspiera nas w inny sposób. To jest po prostu niesamowite. To jest to, co tak naprawdę napędza nas do pracy. Nasze motto “Od fanów dla fanów” może być dla kogoś tylko czczą formułką, ale prawda jest taka, że nasz film nie istnieje bez fanów (bo wielu nas przecież wsparło finansowo na akcjach Polak Potrafi i Indiegogo) oraz że gdybyśmy my sami nie byli tak zapalonymi fanami, podejrzewam, że ludzie zwietrzyli by blagę i nikt nie chciałby nas oglądać. To jest samonapędzająca się machina. I teraz czekamy tylko aż ponownie ruszy z kopyta na ostatnie dni zdjęciowe, które nas czekają. A potem liczę na to, że będziemy mogli za największy nasz sukces uznać oczywiście to, o co wszyscy walczymy - czyli film “Pół Wieku Poezji Później”.

Bardzo dziękuję za rozmowę
Więcej informacji o projekcie znajdziecie na stronie internetowej oraz na fanpage :)

http://pwppfilm.pl/
https://www.facebook.com/witcherfanfilm/

A tu możecie zobaczyć triller. Warto pamiętać o tym, że projekt po ukończeniu trafi na YouTube, gdzie będzie można go oglądać w całości oraz za darmo. 



sobota, 18 listopada 2017

Jak żyć w związku na odległość?, Czyli co gdy dzielą nas kilometry?

Jak żyć w związku na odległość?, Czyli co gdy dzielą nas kilometry?
Życie układa się tak jak sobie zaplanujemy, i kiedyś nie wyobrażałam sobie jak można coś budować gdy dzieli nas kilkaset, albo nawet kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Jakiś czas temu okazało się los bywa nieprzewidywalny, a w mojej głowie pojawiło się pytanie "Jak przetrwać w związku na odległość" 

Przecież w dzisiejszych czasach po prostu ciężko jest budować relacje, więc co gdy pojawia się przeszkoda w postaci kilkuset kilometrów. Pierwsza moja myśl "to nie może się udać". Potem doszłam do wniosku, że jak nie spróbuję to się nie przekonam. W takiej relacji są minusy, bo czasem tęsknota jest ogromna. Czasem przychodzą wieczory, gdy pragnie się przytulić do drugiej osoby, i niestety można usłyszeć tylko jej głos w słuchawce. To wcale nie znaczy, że w takim związku nie ma bliskości, ogromny mur może dzielić osoby, które siedzą w jednym pokoju. Przekonałam się też, że nawet gdy w grę wchodzi odległość można znaleźć oparcie w drugiej osobie. Najbardziej uroczą rzeczą jaka zdarza się w takiej relacji to niezapowiedziane wizyty, tak po prostu, czasem zdarzyło się, że Tomek przyjechał do mnie aby zaprowadzić mnie do pracy, czy zrobić zakupy i ugotować mi rosół gdy byłam chora. To miłe gdy ktoś się Tobą opiekuje.
Bardzo ważne jest w każdej relacji by ufać sobie nawzajem. Wiadomo, nie zawsze jest kolorowo, ale gdy się kogoś kocha, można przetrwać wszystko. Dlatego postanowiłam napisać o tym co jest dla mnie bardzo ważne w takiej relacji oraz co pozwala mi to przetrwać. 

8 zasad jak przetrwać w związku na odległość. 

1. Zachowanie równowagi - wiadomo, że należy mieć ze sobą kontakt ale nie należy popadać w skrajności. Nie można zasypywać drugiej strony bez przerwy wiadomościami i telefonami, ale też nie  jest dobrze gdy milczy się i dzwoni raz dziennie na kilka minut. 
2. Zaufanie jest kluczem do szczęścia, nie tylko w związku na odległość. Trudno jest budować relacje gdy nie można wierzyć drugiej osobie. Jednak ta zasada działa też w drugą stronę, ciężko jest być z kimś, czyje zachowanie budzi nasze wątpliwości. 
3. Dwie osoby muszą chcieć. Żaden związek nie będzie gdy dwie osoby nie szczęśliwy gdy stara się tylko jedna osoba. To dwie osoby tworzą relację i aby było dobrze ich poziom zaangażowania musi być podobny. 
4. Spędzajcie ze sobą czas w ciekawy sposób gdy jesteście razem ( z resztą kilka propozycji podałam tutaj )
5. Nie warto się kłócić o błahostki oraz czepiać się dla zasady. Warto czasem odpuścić i po prostu spędzić fajnie ten czas kiedy się widzicie.
6. Warto robić wszystko by widzieć się jak najczęściej. Nic nie jest tak ważne by od czasu do czasu po prostu się spotkać. Wiadomo, że odległość bywa sporym wyzwaniem, ale zawsze można znaleźć jakiś sposób.
7. Warto rozmawiać o wszystkim, błahostkach oraz istotnych sprawach. Gdy pojawia się obawa przed powiedzeniem czegoś to znaczy, że ta relacja może zmierzać do końca, ponieważ przy braku poczucia akceptacji i zaufania ciężko jest budować cokolwiek.
8. Planujcie terminy, łatwiej jest czekać gdy wiesz kiedy to nastąpi.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Życie zaczyna się dzisiaj...

Życie zaczyna się dzisiaj...
Życie zaczyna się dzisiaj, nie jutro, nie za tydzień, nie jak schudniesz, nie jak zmienisz pracę, nie jak znajdziesz miłość życia. Żyjemy tu i tez, i to od nas zależy jak ono wygląda. Czy umiemy czerpać z niego pełnymi garściami, czy wykorzystujemy te zbiegi okoliczności, które stają na naszej drodze. 

Przyznaję, że wcześniej też odkładałam wszystko na później, i myślałam, że na wszystko czas. Bałam się opinii innych. Bałam się być sobą. To był ogromny błąd, a życie wprost przeciekało przez palce. Wszystkie plany czekały na magiczne "jutro", które nigdy nie następowało. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak może to wszystko wyglądać rok temu nie uwierzyłabym. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Życie prywatne, życie zawodowe, moje podejście do świata. Oczywiście na duży plus. Na początku roku postanowiłam po prostu żyć, przestać się przejmować wieloma nieistotnymi sprawami, na które brakuje wpływu. Powoli też uczę się sobie odpuszczać, i mierzyć siły na zamiary. Chciałabym zrobić wszystko, ale już wiem, że wszystkiego po prostu nie dam zrobić. Dużą rolę na zmianę mojego podejścia do życia miało poznanie Tomka. Częściowo dlatego, że nauczył mnie wykorzystywać każdą chwilę. Teraz uważam, że lepiej spróbować i się potknąć, niż odpuścić. Kolejną ważną lekcją, której doświadczyłam to, że trzeba się otaczać pozytywnymi i wartościowymi ludźmi. Czerpać z rad innych, ale też dać sobie trochę czasu na znalezienie swojego sposobu na wykorzystywanie ich mądrości. I nie poddawać się. Pierwsze dni kalendarzowej jesieni jak co roku przyniosły mi brak wiary we własne możliwości, ale pierwszy raz udało mi się przełamać mój lęk i zwątpienie. 
Często też odkładałam plany ze względu na brak funduszy, ale to też nie jest przeszkodą. Możecie sobie pomyśleć zwykła gadanina, a mimo tego, że nie mam kasy, udało mi się przeżyć w tym roku wiele mega ciekawych rzeczy. Zaczęłam po prostu łapać chwile. Na przykład w październiku tańczyłam na dworcu Centralnym z Zespołem Śląsk Klik ;). Z resztą, tak naprawdę warto rozejrzeć się dookoła, ponieważ można znaleźć wiele ciekawych wydarzeń. 
Udało nam się odwiedzić z Tomkiem Woodstock oraz Przystanek Żory. Który były mega barwne, nieprzewidywalne, pełne kolorowych osób. Tym bardziej, że po prostu kocham rocka i punka, więc ten klimat idealnie do mnie pasuje. Oczarował mnie ten klimat, inny niepowtarzalny. Swój urok też miał powrót z Woodstocku na stopa. Typowy rock'n'roll. Nie jesteśmy do końca normalni, więc to nie koniec wrażeń na to lato.

W sumie dzięki Tomkowi udało mi się też spędzić kilka dni na planie  Pół Wieku Poezji Później co było ciekawym doświadczeniem. Pierwszy raz zobaczyłam na własne oczy jak powstaje film oraz jak wygląda praca na planie. Tym bardziej, że produkcja fanowska i projekt jest realizowany na zasadzie non profit. Pomagałam nawet trochę przy scenografii, jednak najwięcej radości sprawiło mi przygotowanie obiadu dla ekipy. Po prostu kocham gotować i catering to jednak miejsce w którym najlepiej się odnajdywałam, a powodem do dumy było zrobienie wydawki. Nie mogę się doczekać efektów ich ciężkiej pracy. 

Chociaż tak naprawdę największym zdecydowanie zaskoczeniem tego roku były zaręczyny na 
AMERICAN DAY #7 w Liberatorze. Tak zdecydowanie to było show, które nie łatwo będzie przebić, a tym bardziej zapomnieć.

Również zawodowo miałam w tym roku szansę spróbować wielu nowych, ciekawych rzeczy, zdobyć nowe doświadczenia. Nie powiem, czasem zdarzało mi się też uczyć na swoich błędach, ale nieomylny jest ten kto nic nie robi. Jednak zrobiłam wiele rzeczy z których jestem dumna, że mi się udało, że było po prostu super. Czy czekają kolejne wyzwania, z pewnością. Czy uda mi się skorygować pewne rzeczy i lepiej je zaplanować. Czas pokaże. Mam nadzieję, że tak, i że będę w końcu z siebie dumna w 100%. 

Moje założenia z marca w dużym stopniu zostały zrealizowany. Ten rok dał mi motywacje i pewien pomysł na 2018, który zamierzamy konsekwentnie realizować. Z pewnością będzie pracowity, jednak mam nadzieje, że równie szalony co 2017. W grudniu mam zamiar przedstawić, swoje założenia na przyszły rok i pewien plan.

Kochani, nie warto szukać ograniczeń. Warto natomiast szukać wyzwań, z którymi można się zmierzyć. Łapać chwilę. Dlatego mam nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy, chociaż ten mogę zaliczyć jako najlepszy w moim życiu. 

sobota, 11 listopada 2017

Związki (nie!)idealne, czyli jak nie dać się rutynie związku?

Związki (nie!)idealne, czyli jak nie dać się rutynie  związku?
Zastanawiałam się co sprawia, że dwójka osób jest ze sobą po prostu szczęśliwa. Dlaczego niektóre związki są skazane na porażkę, a inne są dopasowane idealnie? Czy to takie łatwe znaleźć miłość w dzisiejszych czasach? Czy zmiana mentalności społeczeństwa, czy uczucia obecnie bywają słabsze? Czy dzisiaj tak naprawdę wolimy wyrzucać niż naprawiać, a może po prostu łatwiej jest powiedzieć dość? Czy jeszcze można spotkać związki idealne? 

Równe związki przerabiałam w życiu. Z perspektywy czasu stwierdzam, że szczęście jest zabijane przez brak akceptacji, ale też rutynę. Nie wiedzieć czemu chcemy na siły dostosowywać drugą osobę do naszych wyobrażeń, kompromis traktując jak porażkę. Zbyt rzadko staramy się zrozumieć drugą osobę i jej postępowanie, częściej zwracamy uwagę na swoją urażoną dumę, niż na intencje partnera. A te w jego subiektywnej opinii mogą być dobre. Często też w związkach po pewnym czasie przestajemy się starać, zapominamy o tym jak ważne są małe rzeczy, drobny prezent, spędzenie czasu tylko we dwoje, zrobienie razem czegoś spontanicznie. Za to coraz częściej pamiętamy co druga połówka zrobiła nie tak, i co powinna w sobie zmienić. Czy naprawdę warto brnąć w tą samonapędzającą się lawinę niedomówień i nie porozumień?

Nie ma związków idealnych i to każdy z nas powinien zaakceptować, tak jak zaakceptować pewne zachowania partnera. Wiadomo, zawsze są rzeczy nad którymi warto pracować i o których trzeba rozmawiać, ale z niektórymi natomiast warto odpuścić. Nie ma sensu czepiać się dla zasady. Czy nie lepiej się cieszyć własną obecnością. Przecież coś sprawiło, że właśnie ta osobo Cię do siebie przyciągnęła. Dlatego o tym tak często się zapomina? Przecież nikt nie jest idealny i należy akceptować partnera z jego wadami. Zauroczenie nigdy nie trwa wiecznie. Gdy spadają różowe okulary zaczyna się prawdziwe życie. Dlatego czasem warto przymknąć oko na te skarpetki porozrzucane na podłodze, przecież one są takie niesforne i same się rozpełzają, albo na pułki uginające się od kosmetyków, które same się rozmnażają na tych półkach.

A jak pozbyć się rutyny? 

1. Wspólne gotowanie, testowanie nowych przepisów, poznawanie nowych smaków. Po za tym to ciekawa forma spędzenia wspólnego czasu i jak to mówią przez żołądek do serca. 
2. Spacery bez celu i wspólne robienie sobie zdjęć, po pierwsze obudzi Waszą kreatywność, po drugi jeśli któreś z nich wyjdzie wyjdzie fajnie zawsze można je wywołać. 
3. Spontaniczne wycieczki. Zależnie od stanu funduszy można wybrać podróż na stopa (osobiście polecam), a gdy jest lato spędzić kilka dni gdzieś pod namiotem, albo po prostu odwiedzenie w weekend wybranego miasta, albo też polowanie na tanie loty i wycieczka do innego kraju. Wybór jest ogromy i nawet mając niewiele w portfelu można zaliczyć fajną wycieczkę. 
4. Zakupy w lumpeksie. Tam zawsze można znaleźć jakieś odpałowe ciuchy, których przymierzanie jest po prostu śmieszne. 
5. Przygotowanie drobnej niespodzianki, może być to coś zrobionego samodzielnie, albo kupionego. Nawet karteczka na dzień dobry może być fajnym pomysłem. 
6. Pozwalajcie sobie zatęsknić. Spędzając 24 godziny w tygodniu razem i zamykając się tylko we własnym towarzystwie ciężko jest funkcjonować na dłuższą metę. 
7. Nie rezygnujcie z własnych pasji. Po pierwsze posiadanie pasji odstresowuje, rozwija ale też inspiruje i daje moc napędową do działania.  
8. Znajdźcie coś co Was łączy może być to zwiedzanie, pływanie, kręgle, cokolwiek co możecie robić razem. 
9. Twórzcie sobie cele, nie bójcie się rozmawiać o Waszych marzeniach i strajcie się je realizować. 
10. Zróbcie sobie od czasu do czasu jeden dzień, który będzie tylko dla Was. Wyłączcie telefony i po prostu bądźcie dla siebie, a nie obok siebie.


A jakie są Wasze pomysły na pozbycie się rutyny w związku? 
Copyright © 2016 Czterolistne szczęście , Blogger